Około półtora tygodnia temu sprawdziłam, "ot tak" z nieśmiałej tęsknoty za OFFem, w czeskiej wyszukiwarce połączeń komunikacyjnych www.idos.cz możliwości przejazdu z Pragi do miejsca docelowego: Katovice. Myślałam w następujący sposób: Czesi nie mają w zasadzie "w", pewnie przetłumaczyli nazwę miasta "Katowice" według swoich własnych reguł oraz potrzeb językowych. Wynik wyszukiwania mnie zachwycił i zaskoczył jednocześnie: bezpośredni bus, niesamowicie niski koszt biletu. Zaiskrzyło mi w oczach i między połączeniami nerwowymi. Tak, jednak nie mogła być to w żaden sposób prawda - jasna sprawa, ale ja byłam tak bardzo oszołomiona pierwszą falą radości, że nie zważając na wszechobecny postulat racjonalności zaczęłam przeglądać line-up OFF festivalu, poruszyłam towarzystwo, zaczęłam organizować nocleg (na krzywy ryjek). Następnego dnia rozsądek zapukał do mojego mózgu. Sprawdził w google maps Katovice. Tutaj zostawię miejsce na swoje niewysłowione rozczarowanie (polecam osobiste skontrolowanie lokalizacji), które pominę zwyczajnie milczeniem.
![]() |
| Miasteczko TwinPigs w Żorach. Ameryka |
Zaczęłam podróż wsiadając do pociągu, startującego o 8:15 z Praskiego dworca głównego. Następnie w przeciągu dwóch minut przesiadłam się w Ostravě do pociągu osobowego i po ok. 40 minutach wysiadłam w Czeskim Cieszynie, przekroczyłam granicę państw pieszo przez most, rzuciłam okiem na ulubione miejsca, przepłukałam usta kawą i pomaszerowałam dalej na stację autobusową. Tam czekał na mnie jeden z Bus Brothers do Katowic. Poprosiłam pana kierowcę, by wyrzucił mnie w Żorach, w samym Miasteczku TwinPigs i tam siedziałam chwilę na krawężniku, czekając na zmotoryzowanego kolegę, z którym ruszyłam już prosto do Katowic - zielonego serca Śląska (bez ironii). Około godziny 19 byliśmy w Dolinie Trzech Stawów, odbieraliśmy opaski, katalogi, a za chwilę usłyszałam mój pierwszy OFFowy koncert w tym roku - Chromatics.
W Katowicach spotkały się też Warszawianki - jedna z Pragi, a druga nawet z dwóch Prag i to był (kolejny) początek pięknej przyjaźni.
![]() |
| O poranku. |
Ostatecznie w poniedziałek przedpołudniem ruszyłam w drogę powrotną, zahaczając o Złoty Róg. Z Pl. Andrzeja wzięłam Busa Brothersa do Cieszyna. Było tyle pasażerów, że parę osób stało a ja miałam tyle szczęścia, że przycupnęłam na tylnym siedzeniu połową półdupka, czyli 1/4 pupy w ogólności. W Cieszynie wchłonęłam pierwsze w sezonie pierogi jagodowe i znowu pieszo przekroczyłam granicę, spoglądając z mostu na Olzę.
Pociągiem z Czeskiego Cieszyna dojechałam ponownie do Ostravy i tam zrobiłam sobie 4-godzinny przystanek, a raczej: zostawiłam plecak w przechowalni bagaży i zaopatrzona w mapę wyruszyłam w miasto.
| Mój przewodnik po mieście |
Było potwornie gorąco. Woda mineralna z butelki po niecałej godzinie wędrowania ulicami Ostravy smakowała, jakbym ją regularnie podgrzewała w czajniku elektrycznym i serwowała lekko ostudzoną. Żar lał się z nieba. Wykąpałam stopy w fontannie tryskającej wodą z chodnika na rynku, ale po paru sekundach czułam się tak, jakbym wcale tego nie robiła.
Dzięki mapie odwiedziłam kilka ciekawych miejsc, zobaczyłam najmniejsze kino studyjne w Ostravě, niebieską rzeźbę uskrzydlonego latarnika-hermafrodyty, górującego nad przechodniami wystając z bocznej części budynku mieszkalnego, przeszukałam największą księgarnię w Czechach oraz odkryłam, że da się mieszać kawę z bananem i mango uzyskując fantastyczny efekt smakowy, który będę jeszcze bardzo długo pamiętać.
[Po obejrzeniu poniższych zdjęć znajdziecie jeszcze jeden dłuższy i być może niekoniecznie miły polskiemu czytelnikowi akapit. Uprzedzam.]
| Wieża Nowego Ratusza |
| Zabudowa przykościelna |
| Super, mega mleczny bar |
| Chyba już umarły sklep muzyczny |
| Kawiarniany ogródek |
Na koniec na dworcu w Ostravě pomyliłam perony (poszłam najpierw na peron nr 1 zamiast 1F) i mało by brakowało a musiałabym nocować kolejną noc poza moim vinohradskym domem. Zapytałam się nawet jednego Pana, czy 1 to będzie właściwy peron, bo nie mogłam znaleźć 1F. On po krótkim namyśle stwierdził, że na pewno. Kto wie, może jak usłyszał, że jadę do Pragi, to wyczuł okazję i postanowił mi spłatać figla. W Czechach także funkcjonuje zasada odwiecznej antypatii w stosunku do ludzi ze stolicy kraju. Uratował mnie komunikat z megafonów i w 5 minut przebiegłam na właściwe miejsce. Podróż z Ostravy do Pragi trwała jednak nadspodziewanie długo (opóźnienie spowodowane nagłymi i silnymi opadami deszczu zostało oszacowane na ok. 50 minut) i potwornie mnie wykończyła, mimo idealnych warunków, jakie zapewnia prywatny przewoźnik: Student Agency, którego nie sposób nie zazdrościć Czechom. Szybko, tanio, wygodnie. Do tej pory wydawało mi się, że to raczej stan niemożliwy do osiągnięcia, zwłaszcza biorąc pod uwagę standardy naszego PKP. Dodatkowo w cenie biletu jest gazeta do poczytania (kilka tytułów do wyboru), kawa, herbata, woda mineralna. Mają przejazdy do prawie wszystkich większych miast krajów europejskich, ale niestety Polska jest na ich mapie wciąż czarno-szarą plamą... Nie wiem dlaczego. Żeby dokończyć tę ewidentną reklamę nadmienię, że na koniec podróży przeproszono nas za opóźnienie i wszelkie niedogodności z tym związane i zaproponowano zwrot połowy kosztów przejazdu.
Przepraszam, jeśli kogoś zdenerwowałam ostatnim wątkiem, ale naprawdę musiałam o tym napisać. Trzeba wiedzieć takie rzeczy. Konsument musi wiedzieć.
Tyle. Jutro mam pierwszą prawdziwą wizytację w Pradze. Oczekuję dostawy polskiego chleba.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz