Wygląda na to, że sierpień upłynie mi pod znakiem zaburzeń. Został jeszcze tylko niespełna tydzień, ale nie mam złudzeń, co do tego, by miał on przebiec inaczej niż pozostałe trzy. Za pierwszy z brzegu przykład generalnych skłonności sierpnia do, wspomnianych już wyżej, zaburzeń może posłużyć m.in. szczególna wizyta - przez 4 noce miałam w pokoju Robala i Meduzę, a w dzień przyjmowałam do organizmu (niemniej gościnnie) praktycznie tylko typowe czeskie jadzenie. Nazwałabym to "wielkim poświęceniem" dla dobra całej wizytacji, jak i dla osobistego procesu poznania kultury kulinarnej kraju tymczasowego zamieszkania. Poniżej ilustracja do działu: gastronomia w Czechach - ziemniaczane knedliki nadziewane wędzonym mięsem z kapustą; typowe menu wegetariańskie, czyli smażony hermelin / smażone różyczki kalafiora z sosem tatarskimi i przywiędłą sałatą + tradycyjne czeskie napoje: kofola, piwo.
Kolejną aberracją okazały się być wysokie temperatury. 19 sierpnia pojechałam na jeden dzień do Drezna z Piterem i już koło 11.00 przed południem sądziliśmy, że jak tak dalej pójdzie, to mózgi nam się wyleją przez uszy, a następnie błyskawicznie i niepostrzeżenie wyparują, tak że nawet nie będzie wiadomo, gdzie ich następnie szukać dla ponownego wypełnienia opustoszałej przestrzeni czaszki. [Ale] w pewnym momencie zauważyliśmy Mądrego Psa. Napotkany sprytny sierściuch-czworonóg przemierzał miasto w specyficzny sposób. Stał się cieniem cienia. Nie było w zasadzie konieczności dłużej nad tym rozmyślać - zrobiliśmy to samo i staraliśmy się zwiedzać miasto na Psa. To cień zaczął wyznaczać nam trasę.
![]() |
| Niesamowity Kreuzkirche. |
![]() |
| W tle: Kathedrale Ss. Trinitatis. |
| Drezdeński przejaw równouprawnienia. Foto by Piter. |
| Moim zdaniem ta mina wyraża tyle co: z czym do ludzi? ty krokodylu. |
| Robalowatość. |
Mogłabym w zasadzie jeszcze sporo napisać o Dreźnie, ale mam w zanadrzu jeden ważny wątek, który czeka na wyłonienie zza kulis.
Czyli dalej o zaburzeniach.
Do ważniejszych przejawów odchylenia od normy w tym miesiącu dodałabym jeszcze moich współlokatorów z pokoju obok. Słowak (Borsuk) okazał się być niestabilny emocjonalnie, a nawet agresywny w swoich zachowaniach na tyle, że postanowiłam przeprowadzić wielką akcję dywersyjną i salwować się ucieczką (jakby to powiedział klasyk). Na początku starałam się być w miarę samowystarczalna, ale na koniec w całą sprawę zostało włączonych bardzo wiele osób. Szukałam pokoju do wynajęcia, ale było to bardzo trudne (podobnie zresztą jak i przed przyjazdem do Pragi w lipcu) ze względu na deklarowany przeze mnie krótki okres wynajęcia. Nikt nie chce zapraszać kogoś do mieszkania na miesiąc, ponieważ później cała procedura "interview" musi być powtórzona, a to zajmuje dużo czasu i energii. [normalna sprawa] W tzw. między czasie chodziłam też oglądać pokoje dla mojej psiapsióły ze studiów, która przyjeżdża do Pragi w październiku na cały rok akademicki. Obie trzęsłyśmy portkami. W instytucie pytałam, czy ktoś o czymś nie słyszał. Wysyłałam wiadomości po znajomych znajomych. W pewnym momencie już prawie miałam obiecaną kawalerkę, ale w ostatniej chwili okazało się, że została ona zdemolowana przez poprzedniego lokatora. Potem nadszedł punkt kulminacyjny, kiedy wszystko stanęło w miejscu i nie widziałam już horyzontu, tylko sytuację "tu i teraz" i wydawało mi się, że tak już zostanie. Na szczęście wspomniana psiapsióła znalazła super ogłoszenie i teraz obie jesteśmy uratowane. Wygląda na to, że będę miała gdzie mieszkać od września. Co prawda są to puste ściany i okna, ale wolę to, niż poprzednie sąsiadowanie z Borsukową (nie ubliżając borsukom) norą. W ostatni piątek przeprowadziłam tajną akcję "Ucieczka". Zabrałam wszystkie swoje rzeczy z dotychczasowego mieszkania, wysłałam mail właścicielce o nagłej konieczności wyprowadzki i ruszyłam dalej. Jedną noc przenocowałam u znajomej, a następnego dnia rano wsiadłam do polskiego busa, by na tydzień przypomnieć sobie jak to jest żyć w Warszawie i bez Borsuka oraz Borsukovej za ścianą.
Ostatnie dwa tygodnie były naprawdę ciężkie i intensywne, ale teraz mam nadzieję, że nastąpi przełom i wszelkie negatywne zaburzenia z sierpnia znikną, przepadną, mrok je pochłonie.
P.S. Zapomniałabym wspomnieć o tym, że zmiana w rytmie mojego postowania jest przeze mnie klasyfikowana jako kolejne sierpniowe zaburzenie, dodatkowo uwikłane reakcyjnie z pozostałymi zaburzeniami.







