czwartek, 5 lipca 2012

Pusta, pełna, pełna do połowy, połowicznie pusta

  Widzimy pierwszy post. Zawartość jego treści jest nam na razie bliżej nieznana. Nie zrażamy się jednak i brniemy dalej, bo niespodziewanie po prawej stronie [właśnie czytanego] tekstu wyłania się zdjęcie. Co tam widać [delikatnie rzecz ujmując: kurza stopa]?
[Nie, to nie może być kurza stopa.] Choć trudno jest się doliczyć kończyn, to zdecydowanie można pokusić się o stwierdzenie, że są to elementy ludzkiego ciała. Mamy tutaj ewidentnie odnóża i dłoń.
Dla rozwiania wątpliwości napiszę zatem, że są to stopy moje i w tym miejscu mają one symbolizować moją ewidentną obecność na nowym gruncie. Przez najbliższe 3 miesiące moja noga postanie w Pradze a stopy będą badać czeskie podłoże. Kiedy dodam do tego jeszcze oczy, uszy oraz kubki smakowe, to okaże się, że jestem całkiem nieźle przygotowana do pełnowymiarowej eksploracji. Postępy oraz nie postępy, a może nawet i cofnięcia w moim przedsięwzięciu będziecie mogli śledzić mniej lub bardziej na bieżąco tutaj właśnie.

To było tytułem wstępu. Przejdę teraz do tematu szklanki oraz do tego, że żyję.
Odkąd jestem w Pradze widzę swój wyjazd z różnych perspektyw, tak jak jest to możliwe przy patrzeniu na szklankę częściowo wypełnioną wodą/wódką (czym sobie tylko życzycie) w zależności od tego, czy jest się optymistą, czy też pesymistą. Czasem mi się wydaje, że: jej, ale tej wody tam jest! Napiję się i jeszcze zostanie mi na później, bo przecież nie zdołam połknąć wszystkiego na raz; albo nie! lepiej wezmę w tej wodzie kąpiel. Oznacza to mniej więcej tyle, że: Instytut jest piękny architektonicznie, mieszkam 5 stacji metra od Rynku Starego Miasta, dostaję wizytówki od różnych ciekawych osób, mam balkon z widokiem na Pragę, wszędzie jest zielono a antykwariaty są pełne czeskich książek.
Bywało jednak i tak, że widziałam szklankę nie całkiem pełną - wszędzie w centrum są turyści, co wpływa dramatycznie m.in. na ceny różnych produktów, poza tym jest okropnie gorąco, warzyw w sklepach należy szukać z lupą, a ja mieszam języki. Choć tak naprawdę podsumowując, to jest to tylko drobiazg. :)
Zdarzyło mi się raz, że zobaczyłam szklankę w zasadzie prawie pustą / wypełnioną ciepłą wódką w sytuacji, gdy bardzo chce się pić - efekt grozy byłby ten sam. Było to w niedzielę, kiedy z wielkim wysiłkiem, obładowana tobołami pokonałam dystans z dworca pod dom, w którym wynajmuję pokój. Zadzwoniłam 3 razy przez domofon pod wskazany adres, lecz nikt nie odpowiadał. Przez głowę przemknęły mi różne scenariusze. Napisałam też sms'a, jednakże nikt nie odpisywał. W zasadzie myślałam już, że chyba nie pozostaje mi nic innego, jak tylko wycofać się i szukać hostelu (zwłaszcza, że było po 19:00), ale najpierw przez moment zobaczyłam prawdziwy mrok Mordoru. Wtedy się ocknęłam, bo z klatki wyszła młoda dziewczyna i zapytała: "Dorota?" Ja pokiwałam głową i szybko starałam się zapomnieć o  tym, co zobaczyłam oczami duszy, ponieważ odniosłam wrażenie, że Katka doskonale potrafiła wszystko to odnaleźć w wyrazie mojej twarzy.
Wieczorem szklanka jednak znowu się napełniła - tym razem winem, bo razem z Janą (drugą współlokatorką) usiadłyśmy na kocu na balkonie i obserwowałyśmy wielką ulewę z padającymi zewsząd piorunami. W zasadzie lepszego powitania nie mogłam sobie wyobrazić. Fanfary to już przeszłość, od dzisiaj życzę sobie tylko piorunów.

Na koniec dział ciekawostek - życie na gorąco:
- nauczyłam się profesjonalnie przełączać rozmowy telefoniczne;
- mam postanowienie jak najszybszego pozbycia się mapy w sytuacjach publicznych, mimo iż jest ona bardzo pomocna, ponieważ równie dobrze mogłabym mieć wytatuowane na czole: "I'm turist. Just turist. Nice to meet you." i shaking hands -> a tymczasem traci się torebkę bądź inne cenne dobra. Stąd poważnie myślę nad noszeniem ze sobą tylko i wyłącznie zła :) ;
- czasem niespodziewanie niektórzy Czesi okazują się być Słowakami,
a mili starsi panowie, mówiący płynnie po polsku czeskimi tłumaczami przysięgłymi 4 języków;
- mam teraz dwa dni wolne dzięki Janowi Husowi oraz Cyrylowi i Metodemu - dzięki chłopcy!;
- mój pierwszy obiad w nowym mieszkaniu okazał się pachnieć na tyle smakowicie, że następnego dnia moja współlokatorka wróciła do domu ze wszystkimi produktami potrzebnymi do jego przyrządzenia i  z zapytaniem, jak to zrobić :).

Sądzę, że tyle wystarczy na dzisiaj. Zamieszczę jeszcze tylko kilka zdjęć i finito. Kolejny post będzie z mięsem. Interpretujcie to jak chcecie. Prace nad materiałem trwają.




Frędzle, tektura, trochę kabla i tynku - produkty na obiad. Zgłoszenia po dokładny przepis na priv.

1 komentarz:

  1. "czasem niespodziewanie niektórzy Czesi okazują się być Słowakami," - piękne :)

    OdpowiedzUsuń