piątek, 14 września 2012

Pluszak i Prohibicja

"tylko ja i moja przestrzeń"
    Minęły już prawie trzy tygodnie, odkąd się wyprowadziłam z sąsiedztwa Państwa Borsuków. Przez ten czas zdążyłam bardzo polubić każde inne miejsce, gdzie przyszło mi przenocować, prześniadaniować, czy po prostu przebimbać trochę sierpniowo-wrześniowego czasu. Po tym wszystkim nawet nie za bardzo chciało mi się narzekać na  12ipółgodzinną podróż polskim busem ze stacją końcową: Wilanowska, kiedy zmierzałam docelowo na Bemowo.

W poniedziałek po powrocie do Pragi z krótkiej warszawskiej rekonwalescencji przekroczyłam wraz ze swoimi walizami i pożyczonym materacem (obwiązanym połyskliwą i kolorową tasiemką jak prezent) próg nowego mieszkania. 
W kuchni mieliśmy wtedy widelec, dwa noże do smarowania, jeden do krojenia, dwie łyżeczki do herbaty oraz kilka kubków i talerzy.


    Pierwsze co zrobiliśmy, to udaliśmy się wspólnie na  zakupy spożywcze, by nakarmić (jakby to powiedziała Pani Prof. Dr hab. Anna Giza-Poleszczuk) świecącą pustkami lodówkę + by mieć, czym wznieść pierwszy toast w nowych ścianach.

   Mój pokój jest jednym z trzech równie kwadratowych i wspaniale wysokich w "moim" nowym vinohradskim mieszkaniu. Poza tym mamy jeszcze ogromny przedpokój (również w kształcie kwadratu), słoneczną kuchnię z balkonem, schowek na duperele oraz tzw. miejsca ustronne - oczywistość. 
Z mojej strony okna wychodzą na coś, co nazwałabym dziedzińcem. Jednak sądzę, że czeskie słowo vnitroblok duże lepiej oddaje to, co tak naprawdę można zobaczyć z mojego pokoju po otwarciu okien. Czerwony obskrobany parapet, drzewa, ogród i inne kamienice.
"z rozmyślań przy śniadaniu" wyszło mi zdjęcie
widok z kuchni
Dzieci. Uwaga. "Wybiegły ze szkoły, zapaliły papierosy."
szyba w drzwiach kuchennych. "rysa na szkle"
"stoję na balkonie. mam zardzewiałe dłonie"

    W piątek dotarła do mnie przesyłka mebli z Polski - nie moich własnych, ale koleżanki, która będzie mieszkała tutaj przez kolejny rok akademicki - i pusty pokój się wypełnił. W ostatni wtorek złożyłyśmy z E. regał, stół i wieszak na ubrania. Chyba już nie ma mowy o prowizorce, ale wciąż czuć przyjemnym zapachem wolnej przestrzeni.



    Od niedawna mamy też nowego współlokatora, który nie zajmuje dużo miejsca, jest dość futrzany i bardzo przyjacielski, pomijając fakt, że czasem nie trafia do muszli klozetowej, to muszę powiedzieć, że bardzo go polubiłam. Chodzi za człowiekiem jak cień, pcha się ze swoim pluszem w każdy zakamarek mieszkania i wiecznie szuka zapomnianych resztek jedzenia na podłodze.


   Z innych ciekawostek, to np. wczoraj udało mi się całkiem legalnie przedostać do wnętrza Ambasady Polskiej w Pradze. Byłam na koncercie muzyki poważnej w ramach Other Outlooks Music Festival. Odbywał się on w sali, której sklepienie mnie po prostu urzekło. Malowidła były niewypowiedzianie brzydkie, wykonane jakby niewprawną ręką, ale odnalazłam w całości jeden niezwykle innowacyjny element - niektóre fragmenty były płaskorzeźbami. Po pewnym zastanowieniu rozgryzłam, jak została dokonana selekcja partii, prezentujących się wielowymiarowo. Artysta był najprawdopodobniej erotomanem, dodatkowo cierpiącym na fetysz stóp bądź całych nóg, ponieważ wybrane wypukłe części były z reguły albo piersiami, albo kończynami dolnymi. Podczas, gdy muzycy wykonywali utwory nowozelandzkich kompozytorów z sufitu zwisały dwie nóżki dwóch różnych cherubinów.
 
    W poprzednią sobotę z kolei pracowałam przy festiwalu "Sen nocy letniej". Na specjalnie przygotowanej, nadrzecznej scenie śpiewała m.in. Kayah. Przyszło mi przebywać w strefie VIP, gdzie z całej tej vipowskiej gromady zrekognajzowałam w zasadzie tylko Kayah i Mariusza Szczygła.

"The girl and the robot"
 
    A teraz naprawdę news. W Pradze nastała od dosłownie paru godzin prohibicja. Nie jest dozwolone handlowanie napojami z zawartością alkoholu powyżej 20%. Dotyczy to także drinków w klubach, czy pubach. Zakaz kupowania i sprzedawania alkoholi wysokoprocentowych jest wynikiem fali zatruć metanolem, jaka nastąpiła w ostatnim tygodniu w różnych częściach kraju. Do tej pory wiadomo o 19 ofiarach śmiertelnych. W mediach aż huczy. Zostałam przestrzeżona kilkukrotnie i dlatego, choć wiadomo, że bardzo lubię pić wódkę, ograniczam się tylko do piwa i wina. Czasem pozwolę sobie na zieloną herbatę z robota, ale nie wiem, czy mi nie dolewa czegoś mocniejszego, kiedy na niego nie patrzę. Jeśli jutro stracę wzrok, to już będę wiedziała na pewno, że drań chciał mnie upić, albo otruć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz