Z moich badań empirycznych wynika, że w Pradze zaczęła się już jesień. 2 kurtki, bluza, długi rękaw, skarpeta (jeśli ma się drugą, to raczej nie należy o niej zapominać), kaptur na głowę i w zasadzie można wychodzić z domu. Tak to wyglądało w zeszłym tygodniu. Jakoś zapomniałam o fakcie, że wakacje zwykle kończą się zmianą pory roku. Konsekwencją tego są zasoby mojej garderoby, które nie do końca przystają do aktualnych warunków pogodowych. W chwilach kryzysu rozważałam nawet zakup czapki i szalika. Ostatecznie zdecydowałam się nie robić z igieł wideł i poczekać. Ale na ulicach można spotkać ludzi ubranych zarówno w płaszcze i kozaki, szczelnie owiniętych szalami, jak i dziewczyny (które też są jednak ludźmi) w sukienkach na ramiączkach i z sandałkami na nogach. Cóż, de gustibus non disputandum est.
W Pradze było dla mnie za zimno, więc wybrałam się na 3 dni do Brna. To jedna sprawa. Druga: koncert Speech Debelle. Trzecia: Brneńskie Biennale. Czwarta: odwiedziny. Zapakowałam się w plecak i wsiadłam w sobotę popołudniu do busa. W drodze udało mi się nawet obejrzeć Tatínka Svěráka oraz siedzieć obok dorosłego, pulchnego Czecha z ADHD.
Po przyjeździe zatrzymałam się na dłuższą chwilę na Naměstí Svobody z powodu burčáka, czyli nietypowego napoju winnego o słodkim smaku oraz owocowym aromacie. Dokładniej: burčák jest częściowo sfermentowanym moszczem z winogron o smakowo zrównoważonej zawartości alkoholu, cukru i kwasów. Nazywany jest też z reguły młodym winem. Po prostu przepyszny.
W niedzielę był koncert w klubie Fléda. Speech Debelle promowała swój nowy album - Freedom of Speech. Zrobiła to na tyle przekonująco, że aż zakupiłam jej brand new cedečko i zakosiłam plakat, który wisi już od paru dni na ścianie w moim praskim pokoju.
Przed koncertem poszłam jeszcze do Morawskiej Galerii zobaczyć wystawę Biennalową. Super ciekawa. + znalazłam też polskie akcenty. Późnym wieczorem w poniedziałek byłam już na Florenc, a potem na ul. Vinohradskiej. Otworzyłam drzwi do mieszkania. Patrzę: pies. Mówię: Zonny a gdy już prawie miałam naszego pluszaka na rękach, z czeluści kuchennych odpowiedział mi dwugłos: Dorota! Kde jsí byla tak dlouho?
Ostatnio jestem też wystawiana na poważną próbę. Ponieważ mieszkam z dwójką Słowaków, to codziennie bardzo staram się za nimi nadążyć, kąsać bryłę i rozumieć przekaz. Odwiedzają ich także inni Słowacy. Każdy z nich mówi w zupełnie inny sposób i tak całkowicie niespodziewanie przyszło mi podjąć wyzwanie natury komunikacyjnej. Dzięki znajomym moich współlokatorów któregoś pięknego wieczoru dowiedziałam się także o polskim filmiku z jeżem, o którego istnieniu dotychczas nie miałam pojęcia. Okazuje się, że jest on szeroko rozpoznawalny w Czechach, a niektórzy na jego podstawie uczą się języka polskiego, powtarzając fragmenty owego monologu z YouTube.
Słowackie Nie som autor Som metafora jakoś do mnie przemówiło na brneńskiej wystawie i stąd zdjęcie powyżej, niżej - Brno, Brno, Brno.
| out of order |
| Ściana ekspresji w czasie prohibicji. |
Wczoraj byłam ostatni dzień w instytucie. Do godziny 17 wypiłam 2 pożegnalne kawy i jedną herbatę cytrynową, wchłonęłam (pożegnalne) cukierki, odebrałam zaświadczenie o odbytych praktykach oraz zapakowałam do torby stos książek, które dostałam w ramach podziękowania za 3-miesięczną współpracę. Na koniec dyżuru miałam też niespodziewaną wizytę. Przyszła do instytutu dziewczyna, która kiedyś, tak jak ja, odbywała u nas staż. Chciała się spotkać z dawnym opiekunem praktyk, ale spóźniła się trochę, więc zaraz przy wejściu natknęła się tylko na mnie i tak została na 1,5-godzinną pogawędkę o ciężkim losie bohemisty w kraju i zagranico. Po pracy pojechałam na Hlavní Nádraží, stanęłam w gigantycznej kolejce i po chwili bilet powrotny do Warszawy siedział już w moim portfelu, czekając na poniedziałkowe wykorzystanie (tylko bez skojarzeń proszę).
Z wiadomości na temat życia codziennego, to od środy dzielimy z Panią E. pokój, zarazki chorobowe/bakcyle (trochę kaszlemy i posmarkujemy) oraz inne przyjemności, jak chociażby żywieniowe.
Na koniec jeszcze tylko napiszę taką ciekawostkę, że zyskałam nowy przydomek, a może nawet całkowicie nową wersję mojego imienia: Dobrota. Przekładając z języka czeskiego, dobrota oznacza dobroć albo smakołyk, słodycz. Chyba nie będę protestować.







